Działają na pierwszej linii frontu. "Dziękujemy naszym rodzinom - bohaterom drugiego planu" (FILM)

31 marzec 2020
(4 głosów)
Autor: 
Działają na pierwszej linii frontu. "Dziękujemy naszym rodzinom" Redakcja

Ratownicy medyczni, pielęgniarki, lekarze... To oni stoją na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem. Część z nich dla bezpieczeństwa bliskich nawet wyprowadziła się z domów. - Prawdziwymi bohaterami są nasze rodziny i przyjaciele. Dziękujemy bohaterom drugiego planu - podkreśla lek. Szymon Michniewicz z Zielonej Góry.

Niepewność, strach i determinacja. Tak w kilku przymiotnikach możemy opisać obecną pracę medyków w zespołach ratownictwa medycznego, szpitalach lub Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym. Wszyscy są w tej chwili najbardziej narażeni na zakażenie koronawirusem, bo nigdy nie wiadomo, z jakim pacjentem mają styczność.

Sytuacja jest trudna, ponieważ zasoby niezbędnego wyposażenia ochronnego szybko się kurczą. Medycy w całej Polsce apelują o dodatkowe środki ochrony osobistej: kombinezony, maski czy rękawiczki. Z pomocą przychodzą ludzie dobrej woli, którzy często przekazują sprzęt dla ratowników.

Bohaterowie pierwszej linii frontu żyją w niepewnych czasach. Nigdy nie wiedzą, czy wchodząc na dyżur, wrócą z niego do domu. W każdej chwili mogą bowiem zostać poddani kwarantannie.

"Moje życie zmieniło się całkowicie"

O sytuacji opowiada Szymon Michniewicz, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Zielonej Górze. - Dotyczy to wszystkich medyków. Wszystkich pracujących na pierwszej linii frontu. Epidemia zmieniła życie wszystkich ludzi, ale to my zostaliśmy okrzyknięci bohaterami - mówi lekarz.

Niemalże identycznego zdania są założyciele "To nie z mojej karetki" - znanej strony w środowisku medycznym. - Jedziemy na skraju wytrzymałości. Obawiamy się, że po fali przyjaźni od społeczeństwa może się pojawić fala hejtu w stronę medyków. Że zarażają, że nie robią wystarczająco dużo itp - czytamy w poście.

Praktycznie w ogóle nie spotykają się z rodziną

Dla pracowników ochrony zdrowia najtrudniejsza jest rozłąka z bliskimi. Część z nich całkowicie wyprowadziła się z domów, natomiast kolejni przebywają w nim tylko niemalże na chwilę.

- Rodziny są wku***ne, bo poświęcamy czas rodzinny na pracę. Byłem w tym miesiącu w domu tylko kilka razy i głównie po to, aby zrobić pranie i chwilę się przespać - komentuje twórca "To nie z mojej karetki".

"Prawdziwymi bohaterami są nasze rodziny i przyjaciele"

Kierownik zielonogórskiego SORu zwraca uwagę, że najważniejszymi osobami są obecnie najbliżsi. - Prawdziwymi bohaterami są wszystkie osoby, od których codziennie słyszę słowa wsparcia i pytanie "jak możemy ci pomóc". Boimy się wszyscy. Mój strach wpisany jest w moją pracę. Wy boicie się o mnie i to jest nieporównywalnie trudniejsze. Wiem, że za codziennym uśmiechem często kryje się duży niepokój. Dziękujemy, że dzięki Wam możemy być dziś tu, gdzie musimy być - mówi lek. Szymon Michniewicz.

Film: SOR Zielona Góra

Przeczytaj też: Zielona Góra: Ratownicy trafili na kwarantannę. Pacjent zataił objawy koronawirusa

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń ani nie zwraca materiałów niezamówionych. Zastrzegamy sobie prawo skracania i adiustacji tekstów oraz ich tytułów.

Na podstawie art. 25 ust.1 pkt 1b prawa autorskiego, wydawca wyraźnie zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych na portalu internetowym "NewsLubuski.pl" jest zabronione.

Jeżeli widzisz błąd na stronie, napisz do redakcji: NewsLubuski

 

Top

stat4u

Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszego portalu bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.